Kompleksowa naprawa
Diagnostyka samochodowa
Obsługa klimatyzacji
Aktualności

2018-10-04 12:50:30

rodo

          W związku z nowymi wymaganiami unijnymi o ochronie dan ...

czytaj całość czytaj

2018-10-04 12:35:04

monitoring warsztato ...

    Obiekty warsztowe wraz z placem  są monitorowane  audiowizualnie& ...

czytaj całość czytaj

2014-07-22 12:07:49

płatności kartą , ...

 .. W biurze zainstalowaliśmy internet bezprzewodowy , dostępny po uzyskaniu kodu d ...

czytaj całość czytaj



Przypadki warsztatowe

Zapraszamy do zapoznania się z ciekawymi przypadkiami warsztatowymi.

czytaj całość czytaj


Kontakt

Dodano 2011-03-02 09:26:21

Książki poetyckie Stanisława Pawłowicza , wiersze ..

     

________________________________________________________________________________

 ...........................    wiersze   wybrane    .....................................

 ____________________

zaduszkowo


czy wrócisz
nim opadnie mgła

a nad zniczem
zadrży cień

choćby snem
fatamorganą
w zaduszkowym tango

bo tamten anioł
zburzył przestrzeń
i odszedł

a moja pieśń
nadal rośnie w żal


-------------------------


ta jesień


która to już jesień

i która tęsknota

mnie ku tobie niesie

jesienią ze złota

tam z tobą za ręce

gdzie piszą kasztany
rozedrganym sercem

słowa zakochanym

______________________ analiza tła
myślisz że szczęście ci się należy
jak matce miłość do ciebie jamochłon czy czarna dziura dotykać przykładać do ciała
szeptać pocierać mrużyć oczy
mieć pewność własności mówią daj czas czasowi gdzieś za nim czai się bóg
w stroboskopowej zaprzestrzeni

osiem kroków czy dwanaście
ucieczka czy uwielbienie w drodze do szczęścia
absolut czy dżin sytość osłabia wzrok
________________________________ audyt wewnętrzny . wyszedłeś na pustynię
a teraz szukasz oazy
by uciszyć oddech
doświadczyć rosy nie umiesz czekać
i nie chcesz uciekać wciąż jesteś obok powinieneś już być
nie oczekiwać
rozpisywać ciszę
przynależeć do siebie
nie idź na ten bal
samsonowi odrosły włosy
__________________________ rachunek . drugiego życia nie otrzymasz kusząc Boga i siebie bez pokory przecież pęknięty diament zawsze może być brylantem
________________________ stół
. jest świadkiem dźwiga toasty i rozstania
umowy i cyrografy dziwi się tylko czemu tak ciężkie są łokcie
trzymające w rękach głowę
smutkiem spadającą na blat

 

 

 

mariaż

 

nie masz mnie

pysznie

w kącikach ust

 

częściej

na końcu języka

 

w antyramie

 

bezsilnie

 

 

pentagram

 

cofnąć sekstans do zera

bez słów

bo będą bełkotem

 

patrzeć duszą

w przestrzeni się  znaleźć

 

być bliżej

 

jutro będzie zbyt późno

 

rozbić się łzą o granit

i zasłuchać

w ziemię dudniącą o wieko

 

 

 

varanasi

 

jak żebrak

blaszaną miską

stukam o chodnik

 

mam coraz większe serce

i coraz dłuższe ramiona

 

przeklęty w niemoc

bliski złorzeczeniu

od kiedy

zabrano mi wszystko

 

 

zaduma w cisnej

 

bieszczadzka ziemio

 

nikt nie policzył

twoich łez

 

deszczową nocą

płaczą stare kałakolnie

a w jesiennym słońcu

zamierają

zdziczałe jabłonie

 

nie pozwolono im mówić

 

a teraz

 

ostatkiem sił

wołają o pokój

 

 

 

 

 

de iure

 

dalekie revertemini

uderza przypływem

w uśpiony brzeg

 

co piąta fala

siódmy sens

i pusta łódź

 

do itaki

do siebie

 

ad fontes

 

 

 

 

 

 

 

analiza

 

czasem bogowie
odbierają rozsądek
by przyśpieszyć powrót

po rozum do głowy

 

horeb

 

na tej górze
skąd widać płonące drzewa
skulony z zimna
z kocem jak ostatnią deską
czekam na pierwsze słońce
oniemiały

żaden bóg
nie zrzucił mnie z wielbłąda
nie spadła gwiazda
a zdradliwy stopień
nie podłożył nogę
w nocnej drodze na szczyt


tutaj cuda na kamieniach
roznoszą beduini i osły

wystawiony na widok samego siebie
szukam oczu by zobaczyć

 

on

 

 

bezbronny po wielosłowiach
i walkach o sens
odpływa wierną rzeką
w bezwład zaklęcia bogów
wciąż niepokorny

syntezy jak widmo
rozbestwione z bieli w myśl
nie zatrzymuje na siłę
choć kocha ich ślad złośliwy


asymetria pewności przedwiośnia
zamiera kaczeńcem w sens
i rodzi się innym porankiem
nad brzegiem pochylonego słońca
zbyt wcześnie na dytyramb
zbyt późno na pewność siebie
choć pozwoliła mu na bezwstyd


nie , to nie jego łzy
nie ma tego w rejestrze
spojówki do naprawy
i kokardki duszy
zapętlone na szafot


on chyba już wie

 

 

 

dorożka

 

rozkląskała się dorożka
przy sławkowskiej
lecz przy szewskiej
koń się potknął
o czyjś żal

i zadrżało w stuk kopyta
moje serce
stopytajnie
co to skąd to

zerwał lejce charon w koźle
wybaczając świstem bata
kasztanowe roztargnienie
i popłynął klipoklapiąc
gdzieś przez grodzką
do wawelu

w klapopląsie kopytstuku
w mej dorożce jak panisko

jadę stępem

do hadesu

przez krakowską

 

 


 

zośka

 

opuszczając wzrok
chwytała za serce

 

 

 

 

pierwszy śnieg

 

 

spójrz

śnieżnymi płatkami
spadają z nieba marzenia
i płyną bez słów
białym oczekiwaniem
kładąc kryształy wyobraźni
na zmrużone powieki

wczoraj w ciszy
całowałem twoje łzy

a teraz bez słów
przytulam wilgotną twarz


 

 

 

awers

 

żyję zbyt świadomie

tylko w ciszy krzyczę
zakręcając pierścieniem
realne życie

przygotowany do milczenia
zaklinam się w psalm

i w ave maria
i w chryste eleison

jutro zadusznie
w memento mori
 

 

 

 

 

rewers

 

urodziłem się nieświadomie

krzyczałem

nie ćwiczę umierania
wciąż nieprzygotowany

umrę milcząc

 

 

 

 

samotność

 

kesonowa cisza

przetrwać do oddechu
by nie pękło serce
w bliskości

tylko puls

za dużo do śmierci
za mało do życia

cicho 

 

 

 

protest z kąta

 

nie mów ostatniego słowa
że zawsze , że nigdy
nie budź zaspanego dżina
by nie pomylił życzeń

już tyle wiem do zamarcia

słowa zazbrojone w trzask
rakiety racji odpalone
serca w czujnych palisadach
zakute w bezsilność
szczerozłotych pierścieni

nie mów ostatniego słowa
by nie zamknąć
ostatniego serca

 

 

memento

 

prawie tak
ostatecznie nie

bezbronnie
w pytania
o sens

bez sensu

 

niedomówienie

 

zagubiłem gdzieś duszę
zapomniałem zabrać

zobacz czy nie leży
w pobliżu paproci
na dywanie przed lustrem
w wieczornym pokoju
przy kominku

ścielą się ręce i myśli
w dotyk i w pięść

lecz czyje one są
i ucieczka dokąd

niedomawiam bojaźnie 

krążę wokół świecy
rozpalony zimnym ogniem
w płonący lód



poetce

 

powalasz na kolana
i dziwisz się niewinnie
że stąd bliżej do kolan

niż do twojej duszy

niemowa


czyta z własnych ust

zdziwiony

że można tak wiele
powiedzieć

 

pejzaż

 

w doglądaniu szans
na dom drzewo i syna

czerwone słońce

 
 


 

 

 


 

 

powrót powrót