Kompleksowa naprawa
Diagnostyka samochodowa
Obsługa klimatyzacji
Aktualności

2018-10-04 12:50:30

rodo

          W związku z nowymi wymaganiami unijnymi o ochronie dan ...

czytaj całość czytaj

2018-10-04 12:35:04

monitoring warsztato ...

    Obiekty warsztowe wraz z placem  są monitorowane  audiowizualnie& ...

czytaj całość czytaj

2014-07-22 12:07:49

płatności kartą , ...

 .. W biurze zainstalowaliśmy internet bezprzewodowy , dostępny po uzyskaniu kodu d ...

czytaj całość czytaj



Przypadki warsztatowe

Zapraszamy do zapoznania się z ciekawymi przypadkiami warsztatowymi.

czytaj całość czytaj


Kontakt

Dodano 2011-03-02 09:26:21

Książki poetyckie Stanisława Pawłowicza , wiersze ..

     

________________________________________________________________________________

 ............................    wiersze   wybrane    .....................................

mariaż

 

nie masz mnie

pysznie

w kącikach ust

 

częściej

na końcu języka

 

w antyramie

 

bezsilnie

 

 

pentagram

 

cofnąć sekstans do zera

bez słów

bo będą bełkotem

 

patrzeć duszą

w przestrzeni się  znaleźć

 

być bliżej

 

jutro będzie zbyt późno

 

rozbić się łzą o granit

i zasłuchać

w ziemię dudniącą o wieko

 

 

 

varanasi

 

jak żebrak

blaszaną miską

stukam o chodnik

 

mam coraz większe serce

i coraz dłuższe ramiona

 

przeklęty w niemoc

bliski złorzeczeniu

o kiedy

zabrano mi wszystko

 

 

zaduma w cisnej

 

bieszczadzka ziemio

 

nikt nie policzył

twoich łez

 

deszczową nocą

płaczą stare kałakolnie

a w jesiennym słońcu

zamierają

zdziczałe jabłonie

 

nie pozwolono im mówić

 

a teraz

 

ostatkiem sił

wołają o pokój

 

 

 

 

 

de iure

 

dalekie revertemini

uderza przypływem

w uśpiony brzeg

 

co piąta fala

siódmy sens

i pusta łódź

 

do itaki

do siebie

 

ad fontes

 

 

 

 

 

 

 

analiza

 

czasem bogowie
odbierają rozsądek
by przyśpieszyć powrót

po rozum do głowy

 

horeb

 

na tej górze
skąd widać płonące drzewa
skulony z zimna
z kocem jak ostatnią deską
czekam na pierwsze słońce
oniemiały

żaden bóg
nie zrzucił mnie z wielbłąda
nie spadła gwiazda
a zdradliwy stopień
nie podłożył nogę
w nocnej drodze na szczyt


tutaj cuda na kamieniach
roznoszą beduini i osły

wystawiony na widok samego siebie
szukam oczu by zobaczyć

 

on

 

 

bezbronny po wielosłowiach
i walkach o sens
odpływa wierną rzeką
w bezwład zaklęcia bogów
wciąż niepokorny

syntezy jak widmo
rozbestwione z bieli w myśl
nie zatrzymuje na siłę
choć kocha ich ślad złośliwy


asymetria pewności przedwiośnia
zamiera kaczeńcem w sens
i rodzi się innym porankiem
nad brzegiem pochylonego słońca
zbyt wcześnie na dytyramb
zbyt późno na pewność siebie
choć pozwoliła mu na bezwstyd


nie , to nie jego łzy
nie ma tego w rejestrze
spojówki do naprawy
i kokardki duszy
zapętlone na szafot


on chyba już wie

 

 

 

dorożka

 

rozkląskała się dorożka
przy sławkowskiej
lecz przy szewskiej
koń się potknął
o czyjś żal

i zadrżało w stuk kopyta
moje serce
stopytajnie
co to skąd to

zerwał lejce charon w koźle
wybaczając świstem bata
kasztanowe roztargnienie
i popłynął klipoklapiąc
gdzieś przez grodzką
do wawelu

w klapopląsie kopytstuku
w mej dorożce jak panisko

jadę stępem

do hadesu

przez krakowską

 

 


 

zośka

 

opuszczając wzrok
chwytała za serce

 

 

 

 

pierwszy śnieg

 

 

spójrz

śnieżnymi płatkami
spadają z nieba marzenia
i płyną bez słów
białym oczekiwaniem
kładąc kryształy wyobraźni
na zmrużone powieki

wczoraj w ciszy
całowałem twoje łzy

a teraz bez słów
przytulam wilgotną twarz


 

 

 

awers

 

żyję zbyt świadomie

tylko w ciszy krzyczę
zakręcając pierścieniem
realne życie

przygotowany do milczenia
zaklinam się w psalm

i w ave maria
i w chryste eleison

jutro zadusznie
w memento mori

dziś jeszcze nie

 

 

 

 

rewers

 

urodziłem się nieświadomie

krzyczałem

nie ćwiczę umierania
wciąż nieprzygotowany

umrę milcząc

 

 

 

 

samotność

 

kesonowa cisza

przetrwać do oddechu
by nie pękło serce
w bliskości

tylko puls

za dużo do śmierci
za mało do życia

cicho 

 

 

 

protest z kąta

 

nie mów ostatniego słowa
że zawsze , że nigdy
nie budź zaspanego dżina
by nie pomylił życzeń

już tyle wiem do zamarcia

słowa zazbrojone w trzask
rakiety racji odpalone
serca w czujnych palisadach
zakute w bezsilność
szczerozłotych pierścieni

nie mów ostatniego słowa
by nie zamknąć
ostatniego serca

 

 

memento

 

prawie tak
ostatecznie nie

bezbronnie
w pytania
o sens

bez sensu

 

niedomówienie

 

zagubiłem gdzieś duszę
zapomniałem zabrać

zobacz czy nie leży
w pobliżu paproci
na dywanie przed lustrem
w wieczornym pokoju
przy kominku

ścielą się ręce i myśli
w dotyk i w pięść

lecz czyje one są
i ucieczka dokąd

niedomawiam bojaźnie 

krążę wokół świecy
rozpalony zimnym ogniem
w płonący lód



poetce

 

powalasz na kolana
i dziwisz się niewinnie
że stąd bliżej do kolan

niż do twojej duszy

niemowa


czyta z własnych ust

zdziwiony

że można tak wiele
powiedzieć

 

pejzaż

 

w doglądaniu szans
na dom drzewo i syna

czerwone słońce

 
 


 

 

 


 

 

powrót powrót